O zmysłowych i intelektualnych przyjemnościach... Każdego dnia coś miłego dla ciała i ducha...
środa, 30 kwietnia 2014
Przełom kwietnia i maja to najpiękniejszy czas dla roślin
Rozkwitają z dnia na dzień, rozkładają liście, wypuszczają kwiaty, zasiedlają, zarastają. Cud natury i to co rok!
wtorek, 29 kwietnia 2014
Bukowy listek
Dzisiaj rządzi bukowy listek, żywica z modrzewia, złamana gałązka sosny i patyk świerkowy. A wszystko w okolicach Słotwin.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Krynica wiosną
Od 20 już lat regularnie przyjeżdżamy do Krynicy. Przedtem z dziećmi, wózeczekiem, potem rowerami, a teraz mamy chwilowo wolne i przyjechalismy sami.
Bywaliśmy tu już latem, wiosną, na Wielkanoc, w okolicach Bożego Narodzenia, jesienią w czasie Festiwalu Biegowego, Festiwalu Kiepury, mistrzostw szachowych, ferii zimowych. Znamy już to miejsce w momencie, kiedy kwitną bratki, pierwiosnki, magnolie, bzy i róże. Kiedy liści nie ma jeszcze na drzewach, kiedy się pojawiają, wszystko jest zielone, a potem żółte i w końcu znowu bezlistne. Kiedy chodniki są czyste, jak teraz w związku ze świętem narodowym, ale i wtedy, kiedy trzeba było kuć lodowe korytarze, żeby przejść, albo kiedy potoki miejskie zalewały deptak,a woda spływała z Góry Parkowej po schodach. Kiedy Węgierska Korona była jednopomieszczeniowym lokalem, potem pojawiła się muzyka na żywo, jedno zadaszenie, drugie po przeciwnej stronie, znowu jak poprzednio, i znowu inaczej. Mieszkaliśmy w Gwarku, Panoramie, Daglezji, Damisie, Geovicie i kilkunastu pomniejszych pensjonatach.
Dziś jest tu jeszcze pusto. Do majówki jeszcze trochę czasu. Pijalnia główna w remoncie. Jakieś koszmarne pagody chińskie wzdłuż strumienia. I lokal z usługami pierwszej potrzeby, "znanej i lubianej" ogólnopolskiej sieci prostytucji - Cocomo, w samym centrum miasta.
Idziemy w las. Jest dobrze.
Bywaliśmy tu już latem, wiosną, na Wielkanoc, w okolicach Bożego Narodzenia, jesienią w czasie Festiwalu Biegowego, Festiwalu Kiepury, mistrzostw szachowych, ferii zimowych. Znamy już to miejsce w momencie, kiedy kwitną bratki, pierwiosnki, magnolie, bzy i róże. Kiedy liści nie ma jeszcze na drzewach, kiedy się pojawiają, wszystko jest zielone, a potem żółte i w końcu znowu bezlistne. Kiedy chodniki są czyste, jak teraz w związku ze świętem narodowym, ale i wtedy, kiedy trzeba było kuć lodowe korytarze, żeby przejść, albo kiedy potoki miejskie zalewały deptak,a woda spływała z Góry Parkowej po schodach. Kiedy Węgierska Korona była jednopomieszczeniowym lokalem, potem pojawiła się muzyka na żywo, jedno zadaszenie, drugie po przeciwnej stronie, znowu jak poprzednio, i znowu inaczej. Mieszkaliśmy w Gwarku, Panoramie, Daglezji, Damisie, Geovicie i kilkunastu pomniejszych pensjonatach.
Dziś jest tu jeszcze pusto. Do majówki jeszcze trochę czasu. Pijalnia główna w remoncie. Jakieś koszmarne pagody chińskie wzdłuż strumienia. I lokal z usługami pierwszej potrzeby, "znanej i lubianej" ogólnopolskiej sieci prostytucji - Cocomo, w samym centrum miasta.
Idziemy w las. Jest dobrze.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Święta Wielkanocne za nami
Pogoda świąteczna doskonale odzwierciedla istotę życia - zmienność. W sobotę było pięknie i spokojnie. Przyjechał Janek z żoną i małą Olcią. Pojechaliśmy ze święconką do maleńkiego i urokliwego drewnianego kościółka w Laskach. Owiedziliśmy przy okazji grób Tadeusza Mazowieckiego. W niedzielę rano przy śniadaniu u moich rodziców - upalnie, ciasno i fajnie, po południu zmokliśmy w drodze na grób teścia. W poniedziałek też trochę zmokliśmy, ale to już na własne życzenie:) Poza tym były u nas wszystkie dzieci oraz teściowa, ciotki starsze i ciotki młodsze. Dzieci - nowonarodzone, podrośnięte, a nawet jeszcze w brzuchu oraz starsze panie, samotne i z trudem już chodzące. Narodziny przeplatają się z odejściami, radości ze smutkami, a słońce z deszczem.
środa, 2 kwietnia 2014
niedziela, 23 marca 2014
Wiosna nadeszła
Stwierdzam uroczyście, że nadeszła wiosna.
Spacerując po rucbieżach Puszczy Kampinoskiej, widzielismy i słyszeliśmy ożywienie w lesie, sikorki świergotały, trzmiele huczały, zaskrońce wypełzły na drogę, a sarny z białymi kuprami śmigały po polach. Pierwsze bazie na wierzbach już pylą.
Pojawiła się świeża trawa. Pies ma nareszcie czym się paść...
Aż wreszcie Maciej dotrzegł... bociany! Sztuk dwie!

Spacerując po rucbieżach Puszczy Kampinoskiej, widzielismy i słyszeliśmy ożywienie w lesie, sikorki świergotały, trzmiele huczały, zaskrońce wypełzły na drogę, a sarny z białymi kuprami śmigały po polach. Pierwsze bazie na wierzbach już pylą.
Pojawiła się świeża trawa. Pies ma nareszcie czym się paść...
Aż wreszcie Maciej dotrzegł... bociany! Sztuk dwie!

sobota, 22 marca 2014
Wino, muzyka i śpiew
Wino: portugalskie czerwone z gron Touriga Nacional, Touriga Franca, Tinta Roriz. Smak bogaty. Aromat czekolady z pieprzem. Producent: Quinta do Valledo. Zakupione u Mielżyńskiego.
Muzyka: koncert fortepianowy współczesnego kompozytora estońskiego Arvo Parta pt. Lamentate zainspirowany mitem Marsjasza. Wysłuchany w Filharmonii Narodowej. Oboje z Maciejem uwielbiamy Arvo Parta.
Muzyka: koncert fortepianowy współczesnego kompozytora estońskiego Arvo Parta pt. Lamentate zainspirowany mitem Marsjasza. Wysłuchany w Filharmonii Narodowej. Oboje z Maciejem uwielbiamy Arvo Parta.
Śpiew? Ptaków lesie. Las cudownie
rozświergotany.
Króciutkie spotkanie z Piotrem (dzięki za
żonkile:)
Kolacja - tym razem z córcią. A jutro wpadnie Tomek z Izą.
piątek, 21 marca 2014
Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień...
Fajnie jest mieć urodziny pierwszego dnia wiosny. Tak właśnie było w roku moich urodzin 1964 - roku przestępnym. Tak jest i w tym roku.
Tego dnia najbardziej lubię dostawać żonkile, narcyzy i tulipany.
Lubię zapach łodyg narcyzów, taki lekko mdlący. Żółty kolor kwiatów, świeży odcień zieleni ich liści - wszystko to mówi mi o przesileniu wiosennym i że teraz będzie tylko lepiej...
Wczoraj kolacja z Jankami.
Dzisiaj posłucham sobie w pokoju odsłuchowym Macieja 'Święta wiosny' Strawińskiego. W sobotę wybiorę się na nowootwartą wystawę monograficzną na temat braci Gierymskich do Muzeum Narodowego. Marzy mi się też zakup wspaniałych perfum Enchanted Forest o zapachu czarnej porzeczki.
To na razie tyle, jeśli chodzi o pomysły - realistyczne, bo nierealistycznych mam znacznie więcej :) - na uczczenie moich urodzin.
Tego dnia najbardziej lubię dostawać żonkile, narcyzy i tulipany.
Lubię zapach łodyg narcyzów, taki lekko mdlący. Żółty kolor kwiatów, świeży odcień zieleni ich liści - wszystko to mówi mi o przesileniu wiosennym i że teraz będzie tylko lepiej...
Wczoraj kolacja z Jankami.
Dzisiaj posłucham sobie w pokoju odsłuchowym Macieja 'Święta wiosny' Strawińskiego. W sobotę wybiorę się na nowootwartą wystawę monograficzną na temat braci Gierymskich do Muzeum Narodowego. Marzy mi się też zakup wspaniałych perfum Enchanted Forest o zapachu czarnej porzeczki.
To na razie tyle, jeśli chodzi o pomysły - realistyczne, bo nierealistycznych mam znacznie więcej :) - na uczczenie moich urodzin.
sobota, 15 marca 2014
Robota już na ukończeniu
Projekt otwarcia nowego lokalu sklepowego na ukończeniu.
Oczywiście potrzebne są jeszcze poprawki, nie ze wszystkim zdążyli dostawcy wyposażenia itd., ale sklep już działa, ludzie przeszkoleni, towar na półkach i w magazynie. Pierwsi klienci obsłużeni.
Miejsce nabiera klimatu docelowego: niewielkiego sklepu specjalistycznego dla biegaczy - sklepu, w którym można spotkać eksperta od biegania.
A ja już niedługo będę miała trochę wolnego :)
Oczywiście potrzebne są jeszcze poprawki, nie ze wszystkim zdążyli dostawcy wyposażenia itd., ale sklep już działa, ludzie przeszkoleni, towar na półkach i w magazynie. Pierwsi klienci obsłużeni.
Miejsce nabiera klimatu docelowego: niewielkiego sklepu specjalistycznego dla biegaczy - sklepu, w którym można spotkać eksperta od biegania.
A ja już niedługo będę miała trochę wolnego :)
piątek, 7 marca 2014
"Here comes the rain again" Eurythmics
Moja ukochana piosenka z bardzo intrygującym teledyskiem. Rzecz pochodzi z 1984 r. Zespół poznałam podczas pobytu w Anglii. Puściła go nam w 1986 z odtwarzacza kasetowego w radiu samochodowym pewna Angielka, która nas pozdwoziła autostopem. Co ciekawe dziewczyna prowadziła swojego mini morrisa na bosaka, a miała po 6 palców u każdej stopy...
Wracając do muzyki... Angielka poleciła Maciejowi ten zespół, "bo to jst coś innego." I rzeczywiście. "Sweet dreams are made of this", doskonałe muzycznie, a przy tym wykonywane przez dziewczynę o androgynicznym wyglądzie i altowym, niskim głosie przy dziwacznej niemej obecności obserwującego ją, czy też "nadzorującego" Dave'a Stewarda było niepokojące, intrygujące, jakoś perwersyjne. (Już nie mówiąc o możliwości popatrzenia na pierwsze komputery osobiste z lat. 80. :)
"Here comes the rain again" pozostaje moja ulubiona piosenką w wykonaniu Annie Lennox. A teledysk po latach wciąż zastanawia dziwaczną jak na piosenkę o miłości zarówno scenerią (nadmorski klif smagany wiatrem i deszczem) i akcją (dziewczyna wyrusza w nocy, w koszuli nocnej i z latarnią w ręku na wędrówkę po wyspie (?). Cały czas jest podglądana i nagrywana na kamerę ręczną przez mężczyznę w okularach przeciwsłonecznych i płaszczu przeciwdeszczowym.)
Niewątpliwie jest w tym spora nuta psychodelii.
Jasne są dla mnie teraz nawiązania do nieświadomej symboliki seksualnej - ciepłe łóżko w zacisznym pokoju, śpiąca bezbronna dziewczyna, lustra, dziewczyna opuszcza swoje schronienie, szuka, przedziera się przez gęste zarośla. Wokół dominuje wszechobecna ciemność i woda. Odwieczne skojarzenia z kobieca naturą... Bohaterka z trudem brodzi po wodzie, podczas kiedy deszcz pada na jej twarz, a wiatr zagłusza jej krzyk:: "Baby, talk to me like lovers do!". Ostre skały, ostre kamienie, drewniane łodzie, ciemność. Dziewczyna pod długą białą koszulą nocną skrywająca dorosłą kobietę jakby tłamszącą, niedopuszczającą do głosu swojej sfrustrowanej kobiecości.
Jeszcze niepewna siebie, ale bez wątpliwości silna kobieta skrywająca się na razie pod maską "dziewczęcia" i obserwowana przez perwersyjnego, niepewnego siebie, biernego mężczyznę.
Wracając do muzyki... Angielka poleciła Maciejowi ten zespół, "bo to jst coś innego." I rzeczywiście. "Sweet dreams are made of this", doskonałe muzycznie, a przy tym wykonywane przez dziewczynę o androgynicznym wyglądzie i altowym, niskim głosie przy dziwacznej niemej obecności obserwującego ją, czy też "nadzorującego" Dave'a Stewarda było niepokojące, intrygujące, jakoś perwersyjne. (Już nie mówiąc o możliwości popatrzenia na pierwsze komputery osobiste z lat. 80. :)
"Here comes the rain again" pozostaje moja ulubiona piosenką w wykonaniu Annie Lennox. A teledysk po latach wciąż zastanawia dziwaczną jak na piosenkę o miłości zarówno scenerią (nadmorski klif smagany wiatrem i deszczem) i akcją (dziewczyna wyrusza w nocy, w koszuli nocnej i z latarnią w ręku na wędrówkę po wyspie (?). Cały czas jest podglądana i nagrywana na kamerę ręczną przez mężczyznę w okularach przeciwsłonecznych i płaszczu przeciwdeszczowym.)
Niewątpliwie jest w tym spora nuta psychodelii.
Jasne są dla mnie teraz nawiązania do nieświadomej symboliki seksualnej - ciepłe łóżko w zacisznym pokoju, śpiąca bezbronna dziewczyna, lustra, dziewczyna opuszcza swoje schronienie, szuka, przedziera się przez gęste zarośla. Wokół dominuje wszechobecna ciemność i woda. Odwieczne skojarzenia z kobieca naturą... Bohaterka z trudem brodzi po wodzie, podczas kiedy deszcz pada na jej twarz, a wiatr zagłusza jej krzyk:: "Baby, talk to me like lovers do!". Ostre skały, ostre kamienie, drewniane łodzie, ciemność. Dziewczyna pod długą białą koszulą nocną skrywająca dorosłą kobietę jakby tłamszącą, niedopuszczającą do głosu swojej sfrustrowanej kobiecości.
Jeszcze niepewna siebie, ale bez wątpliwości silna kobieta skrywająca się na razie pod maską "dziewczęcia" i obserwowana przez perwersyjnego, niepewnego siebie, biernego mężczyznę.
wtorek, 25 lutego 2014
Krwawa Pętla 2014 - ERGO rekordziści trasy z 2012 roku rzucają wyzwanie!
Janek zbiera starą ekipę na Krwawą Pętlę Run&Bike 2014. Chcą pobić swój własny rekord trasy - 23 h 20 min.
250 km wokół Warszawy. W czteroosobowym zespole: 1 osoba biegnie, 3 osoby jadą na rowerze. W 2012, w czasie inauguracyjnej edycji tego ekstremalnego przedsięwzięcia, Janek z Olkiem, Piotrkiem i Arkiem (Team ERGO, na zdjęciu) nie tylko zdążyli w limicie (24 h), ale i pokonali wspaniałych przeciwników (Team Miesięcznika Bieganie) oraz niesamowity upał (35 st. C w dzień, 20 st. C w nocy).
W 2013 r. z 6 zespołów żaden nie zmieścił się w nawet limicie, pomimo sprzyjającej pogody. Kryształowy puchar pozostaje więc nadal w rąkach Teamu ERGO!
Jest to wspaniała impreza, o charakterze typowym dla adventure racing (bez pomocy z zewnątrz), bazująca na zasadach fair play.
Pięknie było tamtej nocy. Słońce zaszło ok. 22:50.
Janek, na samą myśl o tym, że chłopcy chcą znowu pobiec (i pojechać) i rzucić rękawicę innym, którzy też chcieliby się tak upodlić, aż cały świecił z uciechy! Cały on.
250 km wokół Warszawy. W czteroosobowym zespole: 1 osoba biegnie, 3 osoby jadą na rowerze. W 2012, w czasie inauguracyjnej edycji tego ekstremalnego przedsięwzięcia, Janek z Olkiem, Piotrkiem i Arkiem (Team ERGO, na zdjęciu) nie tylko zdążyli w limicie (24 h), ale i pokonali wspaniałych przeciwników (Team Miesięcznika Bieganie) oraz niesamowity upał (35 st. C w dzień, 20 st. C w nocy).
W 2013 r. z 6 zespołów żaden nie zmieścił się w nawet limicie, pomimo sprzyjającej pogody. Kryształowy puchar pozostaje więc nadal w rąkach Teamu ERGO!
Jest to wspaniała impreza, o charakterze typowym dla adventure racing (bez pomocy z zewnątrz), bazująca na zasadach fair play.
Janek, na samą myśl o tym, że chłopcy chcą znowu pobiec (i pojechać) i rzucić rękawicę innym, którzy też chcieliby się tak upodlić, aż cały świecił z uciechy! Cały on.
niedziela, 23 lutego 2014
Zima odchodzi?
W lesie jeszcze szaro, bezlistnie i bardzo cicho. Ale zostały już tylko resztki śniegu w chłodnym cieniu nad strumieniem.
A Maciej znalazł przebiśniega w naszym ogródku :)
A Maciej znalazł przebiśniega w naszym ogródku :)
Galeria Sztuki Średniowiecznej revisited
Muzueum Narodowe niedawno ponownie otwarło podwoje tej stałej galerii.
Jesteśmy tu z Maciejem i Zuzą. Część obiektów znamy z poprzedniej, starej ekspozycji i z wystawy czasowej Polska Jagiellonów. Mimo to wrażenie wspaniałe!
Podobnie doskonały zbiór miałam okazję widzieć przede wszystkim w Museu da Arte Antiga w Lizbonie. Tutaj najbardziej mi się podoba: bliskość obiektów, ich rewelecyjny wygląd po konserwacji, koncepcja ich przedstawienia bazująca na zróżnicowaniu regionalnym (dużo sztuki śląskiej) oraz interpretacji typowych tematów. Naprawdę wszystko tu mi się podoba. Głęboka matowa czerń tła, z którego tylko światło wydobywa obiekt i jego detale. Posadzka jak w starym kościele - z szamotowych cegieł. Genialnie pasujące i proste!
Potem obiad w Rucoli. Pycha.
Jesteśmy tu z Maciejem i Zuzą. Część obiektów znamy z poprzedniej, starej ekspozycji i z wystawy czasowej Polska Jagiellonów. Mimo to wrażenie wspaniałe!
Podobnie doskonały zbiór miałam okazję widzieć przede wszystkim w Museu da Arte Antiga w Lizbonie. Tutaj najbardziej mi się podoba: bliskość obiektów, ich rewelecyjny wygląd po konserwacji, koncepcja ich przedstawienia bazująca na zróżnicowaniu regionalnym (dużo sztuki śląskiej) oraz interpretacji typowych tematów. Naprawdę wszystko tu mi się podoba. Głęboka matowa czerń tła, z którego tylko światło wydobywa obiekt i jego detale. Posadzka jak w starym kościele - z szamotowych cegieł. Genialnie pasujące i proste!
Potem obiad w Rucoli. Pycha.
czwartek, 20 lutego 2014
Ukraina, Kijów w ogniu
Partyzantka miejska o dzień drogi od polskiej granicy, od mojego bezpiecznego domu, w którym siedzę sobie przy kompie i oglądam na zdjęciach rany postrzałowe u cywilów. Dziękując Bogu, że to nie mój syn, nie moja córka...
Walka na śmierć i życie. Czołganie się pod kulami snajperów!
Hańba rządzącym.
Chwała szalonym bohaterom.
Co będzie dalej?
Ja nie zapomnę nigdy, nie daruję.
Walka na śmierć i życie. Czołganie się pod kulami snajperów!
Hańba rządzącym.
Chwała szalonym bohaterom.
Co będzie dalej?
Ja nie zapomnę nigdy, nie daruję.
środa, 19 lutego 2014
Na skali pomiędzy jasnożółtym a jasnozielonym
Okazuje się, że odbieram zapachy perfumeryjne synestezyjnie. Pierwsze skojarzenie w czasie kontaktu z perfumami przybiera u mnie kształt koloru. Nie spodziewałam się tego, ale tak jest.
Dzisiaj wzięłam sobie dzień wolny i trochę wącham.
Jesli chodzi o "wygląd zapachu", to mam aktualnie na tapecie zapachy przeźroczyste. Dziś od jasnożółtego przez jasnoszary do jasnozielonego.
Poza barwą zapachu interesuje mnie też poziom jego abstrakcyjności, konceptualności. Preferuję zapachy położone przeciwstawnie na tej skali: z jednej strony uwielbiam zapachy jednonutowe, odzwierciedlające naturalne zapachy w skali 1:1, z drugiej zaś zapachy, które niczego naturalnego nie przypominają, są sztuczne do bólu.
A teraz, jakimi zapachami się dziś zajmowałam:
Najłatwiejszy w odbiorze jest Pure DKNY przez tę kwiatową nutę, w której stronę nieuchronnie zmierza. Do tego jesteśmy przywyczajeni zaglądając do Sephory i Douglasa. Najtrudniejszy jest zapewne Laurel przez nielubiane, bo zbanalizowane skojarzenie z przyprawami kuchennymi. Równie wymagający wydaje się być Ikar. Nuta marchwiowa (w rzeczywistości tak pachnie kłącze irysa i mastyks, czyli gorzkawa żywica drzewa pistacjowego) może odstręczać swoją intensywnością. Mastyks służy do robienia gorzkich likierów, ale także cennego werniksu zabezpieczjacego płótno i ramy obrazów. Najciekawszy, bo najdalszy skojarzeniowo jest Hinoki. Citrine jest bardzo wyrafinowany przez swoje trafne i całkowicie intelektualne skojarzenie z kamieniem półszlachetnym.
Skąd takie zestawienie pachnideł? Wszystkie mają coś wspólnego, jakś wspólną nutę. Jaką? Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chodzi o schowane w bazie zapachu nuty drzewne! One mają wpływ na "przeżroczystość" i "twardość" tych zapachów. Wszystkie te zapachy NIE są słodkie. Nie można też powiedzieć, że są gorzkie, ale słodkie NIE są na 100% procent.
Dzisiaj wzięłam sobie dzień wolny i trochę wącham.
Jesli chodzi o "wygląd zapachu", to mam aktualnie na tapecie zapachy przeźroczyste. Dziś od jasnożółtego przez jasnoszary do jasnozielonego.
Poza barwą zapachu interesuje mnie też poziom jego abstrakcyjności, konceptualności. Preferuję zapachy położone przeciwstawnie na tej skali: z jednej strony uwielbiam zapachy jednonutowe, odzwierciedlające naturalne zapachy w skali 1:1, z drugiej zaś zapachy, które niczego naturalnego nie przypominają, są sztuczne do bólu.
A teraz, jakimi zapachami się dziś zajmowałam:
- jasnożółty, abstrakcyjny Citrine Olivier Durbano
- jasnobiały, kwietny (z dominującą nutą frezji) Pure DKNY
- jasnobeżowy, drewniany-konceptualny (o zapachu drewnianej podłogi, japońskiego tradycyjnego domu) Hinoki Comme de Garcons z serii Monocle
- jasnoszary, ziołowo-konceptualny (imitujący liść laurowy) Laurel Comme des Garcons z serii Monocle
- jasnozielony, ziołowo-liściasty (o zapachu naci marchwi) Eau d'Ikar Sisley.
Najłatwiejszy w odbiorze jest Pure DKNY przez tę kwiatową nutę, w której stronę nieuchronnie zmierza. Do tego jesteśmy przywyczajeni zaglądając do Sephory i Douglasa. Najtrudniejszy jest zapewne Laurel przez nielubiane, bo zbanalizowane skojarzenie z przyprawami kuchennymi. Równie wymagający wydaje się być Ikar. Nuta marchwiowa (w rzeczywistości tak pachnie kłącze irysa i mastyks, czyli gorzkawa żywica drzewa pistacjowego) może odstręczać swoją intensywnością. Mastyks służy do robienia gorzkich likierów, ale także cennego werniksu zabezpieczjacego płótno i ramy obrazów. Najciekawszy, bo najdalszy skojarzeniowo jest Hinoki. Citrine jest bardzo wyrafinowany przez swoje trafne i całkowicie intelektualne skojarzenie z kamieniem półszlachetnym.
Skąd takie zestawienie pachnideł? Wszystkie mają coś wspólnego, jakś wspólną nutę. Jaką? Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że chodzi o schowane w bazie zapachu nuty drzewne! One mają wpływ na "przeżroczystość" i "twardość" tych zapachów. Wszystkie te zapachy NIE są słodkie. Nie można też powiedzieć, że są gorzkie, ale słodkie NIE są na 100% procent.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








.jpg)














.jpg)
.jpg)




.jpg)









.jpg)

