Kolekcja przemyślana, aż miło popatrzeć i powąchać. Skomplikowane zapachy, co jest coraz rzadsze w dzisiejszych czasach.
Obecnie, aby sprzedawać perfumy z zyskiem, trzeba sprzedawać w sieciówce. Nisza się chyba kończy, zanim się jeszcze na dobre w Polsce zaczęła. Sprzedaż masowa opiera się na zrozumiałym chyba dla wszystkich modelu biznesowym: sprzedawać jak najwięcej sztuk z jak największą marżą. Żeby to móc zrobić, zapach musi podobać się tłumom, nie jednostkom... W sieciówce zapachowi potrzebna jest do sukcesu nie wymyślność czy awangardowość, tylko prostota wyrazu i najchętniej przypominanie jakiegoś dobrego zapachu z przeszłości. Na zasadzie: Najbardziej lubimy to, co znamy. Dla zwiększenia zysku jednostkowego bezwzględnym wymogiem są także tanie i stale dostępne składniki plus prosta receptura. Poza tym czas to pieniądz. Stąd stawia się na błyskawiczny projekt kompozycji, a nie jakieś tam miesiące prób. Ideałem masowej sprzedaży jest trzyskładnikowy J'adore.
Frapin jest akurat odwrotnością tego modelu: złożone receptury, zaskakujące komplikacją i przebiegiem zapachy, wysoka jakość skladników oferująca długotrwałą satysfakcję w noszeniu perfum. Nisza.
Inne są też skojarzenia niesione przez te zapachy, osadzone mocno w kodach kulturowych. Można je interpretować nie na jeden, ale na wiele sposobów. Jak prawdziwe dzieła sztuki - sztuki perfumeryjnej.
Oddajmy im należny szacunek i zabawmy się w ich interpretacje.
1270
Moje skojarzenie z tym wspaniałym i pełnym przepychu gurmandowym, orzechowo- kakaowo- miodowym zapachem autorstwa Sidonie Lancesseur to Bliski Wschód, a konkretnie bogactwo i przepych Jerozolimy czasów Saladyna. Do poczytania polecam Jerozolima: biografia.
L'humaniste
Zapach, także autorstwa Sidonie Lancesseur, jest cudownie cierpki i subtelnie wytrawny. Oparty jest o nutę dżinu z tonikiem wspartą jagodami jałowca. Elegancja. Moje skojarzenie z humanistą najwyższych lotów, pierwszym europejskim eseistą, stoikiem - Michałem z Montaigne. Polecam jego beletryzowaną biografię: Ja, Michał z Montaigne.
Speakeasy
Silne skojarzenie z pięknym, silnym mężczyzną-lekkoduchem na rauszu w typie Jamesa Bonda. James wypił tym razem drinka (raczej niejednego) typu mojito. Pachnie alkoholem stłumonym lekko limonką i miętą. Jego pewność siebie i bezkrytycyzm da się porównac tylko z jego wdziękiem... No, ale jak się na niego gniewać? Polecam Quantum of Solace. Lub jakąś książkę Iana Fleminga :)
1697
Dzieło Bertranda Duchaufoura z 2011. Tu mamy już pełne pijaństwo. Albo inaczej atmosferę w 100% przesiąkniętą alkoholem i tytoniem. Jest gwarno, gorąco i rozwiąźle. Może to podparyska gospoda, w której zatrzymali się trzej muszkieterowie? Naturalny zapach ciał pomieszany jest z zapachem jedzenia i picia. Po prostu zapach XVII-wiecznego życia. Polecam Trzech muszkieterów Aleksandra Dumas ojca.
Nevermore
Perfumy autorstwa Anne Sophie Behaghel. Nie znałam dotąd innych jej kreacji. Tą jestem zauroczona. Choć także nie jest to kompozycja łatwa. Kojarzy mi się z zakurzonymi księgami. To pieprz i szafran, a przede wszystkim matowa gałka muszkatołowa. W głębi zapach się komplikuje i robi bardziej tajemniczy. To róża, ciemna, smutna i nostalgiczna w wyrazie. Zapach klubu dla ich lordowskich mości w Londynie. A może wnętrze, w którym spędzał czas (popijając aż do śmierci w alkoholowym delirium) Edgar Allan Poe, składając strofy poematu Kruk (The Raven):
[...]I wciąż siedzi cicho tkwiącyCzarnopióry kruk milczącyKędy blady biust PalladyJak domowy świeci stróż.A wzrok jego w snów pomroceBłyskiem dziwnych skier migoceJak sennego wzrok demona,Co z piekielnych spłynął wzgórz,Lampy mojej światłość bladaNa twór ptasi cicho padaCzarnopióre cienie drżąceU stóp moich kładąc tuż.A z tych cieni co się włócząU stóp moich marą krucząJuż mnie żadne moce władneNie wyzwoląNigdy już! (Nevermore!)
Paradis Perdu
Doskonała, bliska memu sercu interpretacja Raju utraconego. Zielona, z liśćmi palmy i soczystymi sokami, zmysłowa, cielesna i jednocześnie pozbawiona winy i wstydu, pierwotna. Wciągam ten zapach całą sobą. Raj jak na obrazach Paula Gaugaina, poniżej Nevermore (co za zbieg okoliczności). Jak w Życiu seksualnym dzikich Bronislawa Malinowskiego, którego pierwszą wyprawę na Triobriandy (z Witkacym zresztą) opisała Agneta Pleijel w powieści Lord Nevermore (co za zbieg okoliczności). Polecam.
![]() |
Nevermore |